Mam niesamowitą słabość do stylu retro dla dzieci. Dla dorosłych też, ale dla dzieci szczególnie. W związku z tym szyję dziewczynkom różne takie odpały, które z praktycznością nie mają nic wspólnego, ale za to robią wrażenie. W tym duchu powstał nowy płaszczyk wełniany dla Hani. Chyba bardziej klasycznej formy nie mogłabym wymyślić - z grubej wełny, dłuższy i dwurzędowy. Hania wyrosła z poprzedniego płaszczyka, który uszyłam jej 2 lata temu, więc była w potrzebie. A ten po Hani przejęła Izula - i bardzo cieszy się z pojemności kieszeni, do których zmieści się WSZYSTKO i jeszcze trochę. I dziś prezentujemy oba wdzianka.

Tym razem (w przeciwieństwie do poprzedniego podejścia) skorzystałam po bożemu z wykroju (Burda 11/2013, #136, rozmiar 128). I nie żałuję. Wykrój jest idealny (dawno nie trafiłam na aż tak dobry wykrój w Burdzie). Nie wymagał absolutnie żadnych poprawek i jak widzicie, pasuje idealnie. Jest trochę miejsca na jakieś swetrzysko pod spodem (a to, jak wiadomo, wymóg podstawowy w naszym klimacie), ale nie wygląda na za duży. Uszyłam go z zachomikowanej grubej tkaniny wełnianej, którą miałam jedynie w ilości 1 mb i niestety zabrakło na spód kołnierza. Cóż... nie pierwszy raz mi się to zdarzyło, więc po prostu wykorzystałam materiał użyty na podszewkę. No a podszewkę wybrałam na bogato - z jedwabiu. Niech dziecko zazna odrobiny luksusu :)

Wełnę szyło się tak sobie. Ponieważ jest dość gruba, maszyna mi marudziła na zgrubieniach. Ale jakoś się dogadałyśmy. Natomiast przerewelacyjnie wdawało mi się rękawy. Jednak takie tkaniny są do tej czynności stworzone :)

Największy problem miałam z guzikami. Nie jestem szczególną kolekcjonerką, więc mam ich niewiele (a jak już mam, to raczej w niewielkich ilościach). A tu potrzebowałam aż 10! Znalazłam 3 rodzaje, które z bidą by uszły i nawet na Facebooku radziliście mi, który z tych 3 byłby najlepszy (srebrny, brązowy bądź granatowy). Wygrał srebrny, ale doszłam, że ze złotawą podszewką to nie grałoby zbytnio. No i te srebrne były tandetnie plastikowe - i szkoda mi było rujnować piękny płaszczyk takim badziewiem. Marzyły mi się jasne, drewniane - i jeszcze na nie zapoluję. Ale nie znalazłam w sklepie (wiedzcie, że ja naprawdę mieszkam na zadupiu i sklepów tego typu w okolicy za bardzo nie ma), więc kupiłam różowe. I chyba nie jest źle. A jak znajdę drewniane, to wymienię :)

Po uszyciu płaszczyka wygrzebałam kawałek wełnianej chusty w kolorze miętowym i postanowiłam zrobić chustę pasującą do niego. Ucięłam do rozmiaru, który wydawał mi się odpowiedni dla dziecka. Wyciągnęłam trochę nitek na brzegach, żeby były fajne "frędzle" i przeszyłam wzdłuż renderką/coverlokiem, aby się zbyt nie siepało. Jednym słowem nie napracowałam się, ale efekt jest fajny. Niestety zapomniałam zrobić zdjęć bez chusty, więc kołnierz płaszcza prezentuję jedynie na zdjęciu na manekinie.

Jak Wam się podoba Haneczka wyjęta z lat '30 XX w.? I w którym z prezentowanych płaszczyków prędzej widzilibyście swoje dzieci? Bo u nas styl płaszczyków idealnie odpowiada temperamentowi moich dziewczyn. Styl obuwia również. Hani nie dało się odciągnąć od eleganckich sztybletów, a Izy od a'la glanów (po mamusi :D ). I płaszczyki tak samo - Hania ma super elegancki, a drugi mały zbój ma bardziej zawiadiacki :)

Zwiedzamy Norwegię

A zdjęcia zrobione są w miejscowości Hvitsten położonej nad Oslofjordem w pobliżu Drøbak. To moje największe odkrycie ostatnich miesięcy (zaraz obok Końca Świata, który pokazywałam TU). Hvitsten to malownicza mieścina z ok. 350 mieszkańcami. Znana jest z tego, że zamieszkiwało ją wielu malarzy (m.in. Edvard Munch), z przepięknego, drewnianego kościoła z 1903 roku oraz z 38 galionów z różnych statków ustawionych wdłuż szlaku spacerowego. Zwłaszcza te galiony robią wrażenie. Dziś na zdjęciach zobaczycie część z nich, część w najbliższym wpisie, ale jeszcze tam wrócę i pokażę Wam więcej - niestety teraz złapała nas burza i musieliśmy uciekać ;)






















Oj dawno nie było inspiracji... Ale ja się nie leniłam i sobie je wszystkie pracowicie zapisywałam. I powiem Wam, że jest na tej liście dużo dobroci :) Mam nadzieję, że Wam się spodobają. I że tradycyjnie podzielicie się swoimi znaleziskami.
No to jedziemy (dziś będzie po kategoriach, żeby nie było bajzlu).

KSIĄŻKI I CZASOPISMA:


  • "Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie drugą twarz" Fred E. Basten
    Książka lekka i do szybkiego przeczytania. I pozostawiła mnie w zawieszeniu - czy rzeczywiście Max Factor był aż takim farciarzem, czy ta biografia jest po prostu piękną laurką. Myślę, że prawda leży gdzieś po środku. Ale historia życia i pracy tego człowieka oraz opowieść o początkach makijażu, jaki znamy, jest niesamowicie fascynująca.
  • "Sekrety Mody. 18 projektantów, którzy zrewolucjonizowali świat" Yann Kerlau
    Kolejna książka o historii mody tego autora, po "Dynastie, które stworzyły luksus" (która była genialna i jak nie przeczytaliście, to to zróbcie - jeżeli taka tematyka Was interesuje). Tym razem jest to zbiór sylwetek różnych projektantów od Charles'a Worth, przez Yves Saint Laurent, do Rei Kawakubo. Nie jest to oczywiście dogłębna analiza każdego z nich, ale książkę można potraktować jako zajawkę, żeby się o tych markach i osobach chcieć dowiedzieć więcej.
  • "Food Pharmacy" Lina Nertby Aurell & Mia Clase
    Z przepięknych rejonów mody spadamy na ziemię - do tematów okołotrawieniowych. Czyli jak różne produkty wpływają na pracę naszych jelit, nasze zdrowie i życie. Książka momentami napisana jest dość infantylnie, ale nie zmienia to faktu, że wyjątkowo do mnie trafiła i całkiem zmieniłam myślenie o jedzeniu. A do tego przepisy w niej zawarte (nie ma ich dużo, ale zawsze) są bardzo dobre - smaczne i zdrowe. Więc je regularnie wykorzystuję. Dla wszystkich, którzy potrzebują sensownego wyjaśnienie dlaczego właściwie mają wsuwać głównie to, co zielone (i nie za bardzo trafia do nich, że "bo to zdrowe"), bardzo polecam.
  • IT Girls - wydanie specjalne Wysokich Obcasów (maj 2017)
    I ostatnie w tej kategorii to czasopismo o kobietach w branży IT. Dla mnie było szczególnie interesujące, bo jestem z tą branżą związana. Ale mimo wszystko z przyjemnością przeczytałam o całej masie inteligentnych i silnych kobiet i o ich biznesach i technologiach. Zdecydowanie pozycja poszerzająca horyzonty.

FILMY I SERIALE:

  • "La la land"
    Tak, wiem, mam wyjątkowy refleks. I ten film był już polecany wszędzie. Ale jeżeli nie widzieliście, to zobaczcie. Film jest przepiękny, w dość oryginalnej konwencji (którą trzeba zaakceptować - bo inaczej momentami może być dziwnie), główne postaci pokazane w rewelacyjny sposób, a historia niby prosta, ale dająca do myślenia. 
  • "Zwierzogród"
    A to znowu bajka, którą obejrzałam z dziewczynkami. Natomiast uważam, że powinien ją zobaczyć każdy. W bardzo przyjemny sposób opowiada o tolerancji, uprzedzeniach i konsekwencjach w kierowaniu się nimi. Czyli porusza bardzo aktualny problem. Moim dziewczynkom musiałam trochę tłumaczyć (chyba jest lepszy dla starszych dzieci), ale i tak cieszę się, że go zobaczyły. My oglądałyśmy go na Netflixie.
  • "Vaiana. Skarb Oceanu"
    Najnowszy film Disneya. Tradycyjnie ścieżka dźwiękowa zwala z nóg. Film jest też przpiękny wizualnie. Tym razem Disney zabiera nas na Hawaje. Myślę, że nie jest tak dobry, jak "Kraina Lodu", ale tak warto obejrzeć. Nawet sobie zapuściliśmy go z mężem na wieczorne oglądanie i momentami śmialiśmy się do rozpuku. 
  • "Żona idealna"
    Serial na Netflixie (7 sezonów) o prawniczce, która po latach w domu z dziećmi, gdy mąż ląduje w więzieniu, musi wrócić do zawodu. Dużo o prawie, trochę o polityce i kampaniach wyborczych, o miłości, rodzinie... Moim zdaniem serial momentami polukrowany, ale zazwyczaj jednak wciągający i dający do myślenia. I bardzo podoba mi się główna bohaterka - piękna, nienajmłodsza, silna kobieta.

INTERNET:

  • Kanał na Youtube Justine Laconte
    Kanał o modzie (Justine jest projektantką), trendach, prowadzeniu marki modowej, francuskim szyku (i ogólnie o francuskim podejściu do życia), budowaniu stylu, itd - filmiki są niesamowicie merytoryczne i ciekawe. A do tego ten francuski akcent, który ja pokochałam od początku. Baaardzo polecam (i bardzo przestrzegam, że wciąga). Kanał jest po angielsku.
  • Kanał na Youtube Sfilmowani
    Polski kanał o filmach prowadzony przez pasjonatów kina. Bardzo ciekawie opowiadający o filmach, z zestawieniami najlepszych i najgorszych  (wiadomo, subiektywnymi), zwracający uwagę na montaż i wszystko to, co nam-laikom, może uciec, gdy historia wciąga. Wszystko, co obejrzę po ich poleceniu, okazuje się hitem :)
  • Last Week Tonight with John Oliver
    Program publicystyczno-komediowy (przynajmniej ja bym go tak zdefiniowała), który od kilku miesięcy oglądam namiętnie. Wprawdzie wywołuje we mnie śmiech przez łzy - przez to, że analizuje różne wydarzenia i wyłapuje wszelkie niekonsekwencje, głupotę (z naciskiem na głupotę), niekompetencję, itd. Mądry i zabawny, a przy okazji często poruszający tematy ze stron świata, o których za wiele nie wiemy. Program jest po angielsku.
  • Kanał na Youtube Zophia
    I znowu po polsku - o tworzeniu garderoby i stylu, głównie męskiego, ale ostatnio i damskiego. Zosi się bardzo przyjemnie słucha, filmiki zrobione są profesjonalnie i można się trochę nauczyć.
  • Profil na instagramie @fashionbiznes
    A dokładnie to ich Instastory, gdzie stosunkowo regularnie prezentowana jest prasówka traktująca o ekonomii i branży mody. Lubię sobie włączać przy myciu zębów :D
  • Wywiad Opray Winfrey z Michelle Obama
    Kolejny hit! Ja Michelle uwielbiam, uważam, że jest wyjątkowo inteligentną kobietą, od której można się uczyć. A ten wywiad, podczas konferencji United States of Women, to coś, co każda z nas powinna obejrzeć - o lubieniu i poznaniu siebie, o własnej wartości, o łączeniu wielu ról, o umiejętności priorytetyzowania i odpuszczania, o szukaniu własnej drogi... no i trochę o byciu żoną prezydenta USA. Jak dwie tak mądre babki się spotkają, to musi wyjść coś fantastycznego. No  wyszło :)

INNE:

  • Woda toaletowa Chanel Mademoiselle
    Od wielu wielu lat miotam się poszukując swojego zapachu. Niby jest tego więcej niż mnóstwo, ale znaleźć nie mogłam. Zwłaszcza, że przy okazji pobytu w perfumerii po 3 zapachach nos przestaje odróżniać cokolwiek. I ostatnio dostałam buteleczkę tej Chanel. To jest miłość! Coś wspaniałego - niezbyt świeże, niezbyt duszące, idealne dla mnie. (Wiadomo, jak mi się coś spodoba, to musi być w kategorii tych najdroższych - ale już zbieram na wersję Eau de Parfum)
I to wszystko. Jak widzicie, w wakacje trochę miałam więcej czasu, to i więcej czytałam/szukałam. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie. I czekam na Wasze propozycje dla mnie na długie, jesienne wieczory :)

Nie, nigdzie nie umknęło Wam 10 dni. Ani ja nie zagubiłam się w czasoprzestrzeni. Po prostu już dziś moja Hania rozpoczyna szkołę. W Norwegii data rozpoczęcia roku szkolnego zależna jest od gminy i szkoły, ale oscyluje w okolicach połowy sierpnia (za to w październiku dzieci mają tygodniowe ferie). Hania już od początku sierpnia chodziła do świetlicy, więc poznała większość dzieci i budynek szkoły, a dziś jest czas na zapoznanie się z koncepcją klasy, lekcji i nauki.

Co mnie zaskoczyło, to fakt, że wyprawienie dziecka do szkoły było właściwie niezauważalne dla nas finansowo. Musieliśmy zakupić jedynie plecak i piórnik, a książki, zeszyty i inne pomoce zapewnia szkoła. W wielu szkołach dzieci otrzymują także i plecaki, ale my się w tym roku nie załapaliśmy. Ze swojej młodości pamiętam wyprawy z rodzicami do Tesco po niezliczone ilości zeszytów i innych drobiazgów, oraz bieganie po księgarniach w celu zgromadzenia książek z odpowiednim rokiem wydania (z których wielu się nigdy później nie otwierało - np. książek do muzyki). Dlatego teraz przeżyłam zdziwienie, że wyprawienie Hani jest tak ... tanie i bezbolesne.

A na samo rozpoczęcie roku, mimo że była jakaś uroczystość, nie obowiązywał żaden dresscode. W ogóle Norwegowie z moich obserwacji nie stroją się bez sensu. Albo raczej baaardzo rzadko się stroją. Jak mój małżonek poprosił, żebym Hani coś uszyła na dziś, to w myślach miałam opcję granatowo-białą. Ale zostało mi wyjaśnione, że Hania ma wyglądać deczko ładniej niż zazwyczaj (albo i nie), ale bez przesady. Dlatego pomysł granatu wyleciał za okno i powstała sukienka-ogrodniczka ze starej (/vintage) bawełnianej zasłony kupionej w secondhandzie. Wykorzystałam wykrój z Burdy 4/2014, #140 w rozmiarze 122. Nie zrobiłam tych rozporków po bokach, bo sukienka okazała się naprawdę szeroka, więc nie było potrzeby, a w tylną część paska wciągnęłam gumkę. To była szybka piłka. Trochę żałuję, że nie wszyłam kieszeni w szwach bocznych, bo fajnie by pasowały, no ale już tego robić nie będę... 

Więc Hania jest już wyprawiona do szkoły. Poznała swoich nauczycieli, klasę, miejsce w sali, kilkoro nowych kolegów i koleżanek, a teraz pozostaje jej się tam odnaleźć. Natomiast jej dzisiejsza sukienka była wielokrotnie komplementowana. No i cieszę się, że będzie mogła ją nosić na co dzień. Bo problemem z tymi galowymi ubrankami jest fakt, że są właściwie na raz. Może i ten tłumek dzieci ładnie w takiej wersji wygląda, ale jak dla mnie trochę szkoda pieniędzy. 

A kto z Was wyprawia swoje dzieciory do szkoły w przyszłym tygodniu? Jak się na tę okazję przygotowujecie? I jak Wam się podoba norweskie podejście "na luzie" do stroju galowego?


p.s. Do zdjęć pożyczyliśmy szkoły w pobliskiej wiosce, ponieważ nasza jest dość niefotogeniczna ;)


-----------------------------------------------

English:
Today is Hania's first day of school. And for the celebration at school I was asked (by my husband) to sew something special for her. I was used to formal outfits for the first and last days of school, but apparently Norway is much more relaxed. I was explained that the kids should wear something nicer than usually (if they want), but nothing really special. So the idea of dark blue+white went out the window and I went for the dress out of an old (/vintage) cotton curtain I bought in a secondhand store. 

I used the pattern from Burda 4/2014, #140 in the size 122. I didn't do the openings and buttons on the sides of the belt, because the dress turned out to be quite wide anyway and it wasn't needed. Instead I put some elastic in the back part of the belt to keep the dress more or less in place ;) I think I should have made pockets in the side seams, as it would be a nice detail, but now it's too late ;) 

So we sent our little girl to school now. She met her classmates, teachers and the building. Now she just needs to get used to the concept of learning instead of playing all day. Her dress was complemented number of times by mothers of her friends. And I'm happy she will be able to use it normally. Because the problem with formal outfits I used to have at school was that they were for one time use. 

When are you sending your kids to school? And how do you prepare for that?

p.s. For pictures we borrowed a school in the village nearby, because ours is not the most photogenic ;)











Oj czuje się już zbliżającą się jesień tu na północy. Niby jest ciepło i słonecznie, ale już nie tak ... letnio. W związku z tym zapomniałam już o jakimkolwiek uzupełnianiu letniej garderoby i zabrałam się za jesienno-zimową. Zwłaszcza, że chłodne dni lubią brać mnie tu z zaskoczenia. Więc wykopałam niezbyt grubą wełnianą tkaninę i grubsze płótno bawełniane w aztecki (?) wzór i wzięłam się za krótki żakiet.

Długość kurteczki była dla mnie nowością, zazwyczaj wolę dłuższe i taliowane. Ale marzyło mi się coś pudełkowego (w czym bezsprzecznie wyglądam tragicznie), więc taka długość bya jedyną opcją. Wykrój (Burda 9/2014, #126) nie zalicza się do trudnych. Zwłaszcza, że zrezygnowałam z kieszeni. Zależało mi, żeby wzorzyste elementy się wybijały i żeby nie było żadnych innych, zbędnych rozproszeń.

Do tego postanowiłam na testowanie tego, czego się do tej pory bałam. Na pierwszy ogień poszła spódnica midi. Do tego na gumce. Kupiłam ją w secondhandzie - takie próby trzeba robić najtaniej, jak się da. Tego typu spódnica nie powinna robić dobrze mojej sylwetce i nie robi szczególnie, ale podobam się sobie w takiej wersji. Jednym słowem, czasem fajnie jest ze swojej znanej i lubianej strefy wyjść, żeby znaleźć nowe, fajne tereny.

A czego Wy się "boicie" nosić? I czy czasem rzucacie w takie nieznajome dla siebie rejony?

P.S. Zdjęcia zrobione są w Drøbak - przepięknym miasteczku położonym po przeciwnej stronie Oslofjordu od nas.

Podsumowanie:

Wykrój: Burda 9/2014, #126
Rozmiar: 40
Materiał: tkanina wełniana, grube płótno bawełniane
Użyte maszyny: Elna 2800

Stylizacja:

Kurtka: uszyłam sama
Koszulka: uszyłam sama
Spódnica: sh
Buty: Tommy Hilfiger
Torebka: sh
Naszyjnik: Solar


---------------------------------------------------

English:
I started to feel the autumn coming here in the north. It's kind of warm and sunny, but it doesn't feel so ... summery anymore. And because of that I stopped even thinking about refilling my wardrobe with more summer clothes and started thinking about something for autumn and winter. Especially that colder days keep surprising me every year. So I made myself a little jacket, out of medium weight wool and printed, thick cotton.

The length of the jacket is new to me, usually I prefer longer and more fitted ones. But I've been wondering about trying something boxy (what looks really awfully on me) and this length seemed like the only option. The pattern (Burda 9/2014, #126) was quite simple, especially that I resigned from pockets. I didn't want them to distract from the colorful pieces. 

Additionally, I went for testing something I was afraid of - a midi skirt. I bought the skirt is a charity shop (for such tests we need to go cheap). It didn't have a chance to make me look better, and it didn't do it. But I love it and I like the way I look in it. So sometimes it's great to leave our favorite, comfy zone to discover something new and (sometimes) exciting.

Is there anything you are "afraid" of wearing? And do you sometimes go into testing these unknown areas? 

P.S. The pictures are taken in Drøbak - a beautiful town on the other side of Oslofjord from us.


Summary

Sewing pattern: Burda 9/2014, #126
Size: 40
Fabric: wool and cotton
Machines used: Elna 2800



Outfit

Jacket: I made myself
T-shirt: I made myself
Skirt: sh
Shoes: Tommy Hilfiger
Bag: sh
Necklace: Solar
















Urlop to taka dziwna instytucja, że się jedzie, żeby wypocząć, a po powrocie trzeba trochę czasu, żeby dojść do siebie. Też tak macie? Ja po powrocie rzuciłam się w wir remontów, i sprzątania, i masy obowiązków, które czekały od wielu miesięcy z niskim priorytetem i w końcu przyszedł na nie czas. Uznałam też, że wyłączę się od bloga i mediów społecznościowych, dla higieny psychicznej. Rozgrzebałam ze 3 wpisy, ale nie szło, więc się poddałam. W międzyczasie uszyłam wszystko to, czego nigdy szyć mi się nie chce - czyli rolety i poduszki do salonu. A w weekend, w ramach resetu, w końcu zabrałam się za nowego ciucha - bluzkę. I w kończu czuję, że mogę wrócić. I jestem, z nową bluzką i nową miejscówką w mojej okolicy.

Bluzka jest bardzo prosta, a jedynym elementem nadającym jej "szczególności" są rękawy - z zakładkami na główce, szerokie i ściągnięte gumką przy nadgarstku. Wykorzystałam wykrój z Burdy 8/2000 (#111A) i jedyną zmianą było powiększenie dekoltu (żeby zmieścić głowę) i zrezygnowanie z pęknięcia na dekolcie. Bluzka jest z żorżety kupionej dawno temu w ilości na duuuużą sukienkę :)

A dzisiejsze zdjęcia zrobione są w pobliskiej (dla mnie) miejscowości turystyczno-artystycznej - Holmsbu. Jest to przepiękna wioska (około 300 mieszkańców) nad Drammensfjordem. Teraz w lecie przyciąga wielu turystów w Oslo i okolic, na weekendowe wypady. Najbardziej znanym miejscem jest Galeria Sztuki Holmsbu (Holmsbu Bildegalleri), prezentująca głównie prace malarzy z Holmsbu (Oluf Wold-TorneThorvald Erichsen i Henrik Sørensen). Budynek galerii zaprojektował norweski architekt Bjart Mohr, za który dostał nagrodę architektoniczną Houends fonds diplom. Galeria usytuowana jest w lesie na wzgórzu, otoczona starymi chatkami.

A czy Wy już po wakacjach, czy przed wakacjami? I czy też tak dziwnie jest Wam wracać do rzeczywistości - z jednej strony nagromadzona energia po wypoczynku Was rozsadza, a z drugiej bardzo trudno jest wrócić do starego rytmu...

Podsumowanie:

Wykrój: Burda 8/2000, #111A
Rozmiar: 40
Materiał: żorżeta
Użyte maszyny: Elna 2800, owerlok Singer 14SH754

Stylizacja:

Bluzka: uszyłam sama
Spodnie: Reserved
Katana: H&M
Torebka: sh (Fretex)
Buty: no name

---------------------------------------------------------

English:
Vacation is such a weird thing that after all this relaxing, I need quite some time to get back on track. After coming back from Bulgaria, I threw myself into house renovations, cleaning/tidying up and doing all these things that have been hanging on my "to do" list forever with low priority. I also took a break from the blog and social media - I figured I needed it. I even started preparing 3 posts, but ... it didn't go well, so I gave up. In the meantime I sewed a few not-so-sexy projects, like roman blinds and pillows for the living room. And last week, to reward myself, I sat down to finally sew some clothes - a blouse, to be specific :) So now I'm back, with a blouse and a new place in my neighborhood.

The blouse is super simple. The only element that makes it more special are puffy sleeves - with pleats on top and gathered with elastic at the bottom. I used the sewing pattern from Burda 8/2000 (#111A) and the only change I made was to make the neckline bigger and to resign from split at the front. I used thin georgette bought years ago for some big dress.

Today's pictures are taken in the nearby village, attractive for both artists and tourists - Holmsbu. It's a beautiful, small place (around 300 citizens) at Drammensfjorden. During the summer a lot of people from around Oslo come here for weekend trips. The most famous place here is the Holmsbu Art Gallery (Holmsbu Bildegalleri), focusing mainly on the Holmsbu painters (Oluf Wold-TorneThorvald Erichsen and Henrik Sørensen. The building is designed by a Norwegian architect - Bjart Mohr - who received the Architectural Award (Houends fonds diplom) for this design. The Gallery is situated in a forest, between some old, wooden cottages.

How about you, are you before or after vacation? And do you also have so much trouble coming back to reality - on one side the energy pushes you to do so much, but it's hard to get back in the old rhythm? 

Summary:

Sewing pattern: Burda 8/2000, #111A
Size: 40
Fabric: georgette
Machines used: Elna 2800, overlock Singer 14SH754

Outfit

Blouse: I made myself
Trousers: Reserved
Jeans jacket: H&M
Bag: secondhand (Fretex)
Shoes: no name























OlderStories Home