No i było lato, teraz dla równowagi mamy zimę. W Oslo nawet zaczęli z powrotem przygotowywać trasy narcierskie. Dramat. Słyszę, że w Polsce wiosna do Was zaczęła wyglądać, ale tutaj jest bida. Za to tydzień temu, kiedy robiłam poniższe zdjęcia, było pięknie - ponad 20 stopni, słońce i całkiem porządnie zjarałam sobie nos i dekolt. Zwariować można. Dlatego też dla Was i dla siebie publikuję tego posta - może przyciągnie znowu słońce :)

Uważam, że mam naprawdę ładne ramiona i lubię je eksponować. Mam już jedną sukienkę z dekoltem hiszpańskim i chodziła za mną druga w tym stylu. I ostatnio, rozmawiając z mamą na skypie i gapiąc się na półki z tkaninami, doznałam olśnienia. Dojrzałam 5 metrów bawełny kupionej dawno temu w IKEA za niecałe 20 zł w kolorze czerwonym, we wzory inspirowane tradycyjnymi znakami chińskimi. A zaraz po znalezieniu tkaniny, wygrzebałam wykrój z Burdy 7/2014 (#121) i zabrałam się za szycie. Pewnie się zastanawiacie, dlaczego nie skorzystałam z tego samego wykroju, co w przypadku poprzedniej podobnej sukienki. Rozważałam tę opcję, ale tamten wykrój jest tak przebeznadziejny, że zamiast się bujać z przerabianiem, dałam szansę innemu. No i ten inny okazał się idealny (swoją drogą, trzeba być utalentowanym, żeby takie proste coś skopać).

Na sukienkę zużyłam całe 5mb materiału. Zmieniłam też wykrój i zamiast pierwszą falbanę przyszywać na wysokości bioder, przesunęłam ją ok. 20-25 cm w dół. Bałam się, że cięcie i do tego falbana na wysokości najszerszego miejsca mojego ciała, spowodowałyby katastrofalne skutki ;). A poza tym, szycie było proste jak konstrukcja cepa. Do dekoltu przyszyłam zygzakiem gumkę od lewej strony (zostawiłam za mało zapasu, żeby zrobić tunelik). Podobnie w talii gumkę przyszyłam po wierzchu zygzakiem. W talii zadbałam, żeby większość marszczenia była na środku przodu i na środku tyłu, a dużo mniej po bokach. W ten sposób nie dodałam sobie kilogramów w biodrach.

Najwięcej pracy miałam z dolnymi falbanami. Bo bo marszczenie jest po prostu upierdliwe. Moim sposobem na ładne marszczenie jest przeszycie przy krawędzi w dwóch równoległych liniach długim ściegiem przy bardzo niskim naprężeniu górnej nitki (ścieg prosty, dł. 4, naprężenie ok. 1,5), bez ryglowania na końcach. Następnie chwytam za końce nitek od spodu i równomiernie marszczę. Idzie relatywnie szybko i całkiem ładnie. A jak Wy marszczycie?

Nie byłam w stanie wymyślić tytułu do tego posta po polsku. Bo właśnie ta angielska nazwa idealnie oddaje czym ta suknia jest. Absolutnie każda napotkana osoba się za nią ogląda. A ja w niczym ostatnio nie czułam się tak dobrze i seksownie.

Jeżeli ktoś chciałby uszyć sobie sukienkę efektowną i łatwą do uszycia, to to jest bardzo dobra propozycja. Tutaj inwestujemy dużo materiału i trochę czasu, ale bardziej skomplikowanych umiejętności mieć nie musimy. A jak Wam się podoba? No i czy nosilibyście taką suknię na co dzień po mieście? Bo dla mnie to normalna sprawa, ale wiele osób się dziwi :D

Tak, ja również oszalałam na pukcie falbaniastego trendu...

Podsumowanie:


Wykrój: Burda 7/2014, #121
Rozmiar: 40
Materiał: płótno bawełniane cienkie z IKEA
Dodatki: gumka dziana 7mm
Użyte maszyny: Elna 2800, owerlok Singer 14SH754

English:
There was some summer, now we have winter here in Norway. In Oslo they ever started preparing skiing tracks again. So depressing... Anyway, as I need sun, I will post these pictures from last week when we had more 20 degrees, beautiful sun and I even got burned. Maybe this way I will bring some sun back...

I think I have nice looking shoulders and I like to show them (off :D ). I already have one dress with such neckline and was wondering about having one more like that. And lately, when talking to my mum on skype, I saw 5 meters of this red fabric, that I bought long time ago for around 20 PLN in IKEA (so 1$ per 1m :D ). That was a collection inspired by Chinese symbols. Since I had whole 5 m of the fabric, I could have gone crazy. Found a pattern from Burda 7/2014 (#121) and jumped into sewing. You might be wondering, why I didn't want to use the pattern from the previous dress. I thought about it, but that pattern was sooooo bad, that instead of modifying it, I gave a chance to some other. And this was a good one, I recommend it. 

I used all 5 metres of the fabric. I changed the pattern a bit, because I didn't want to have any cut (or a cut and ruffle - what's even worse) in the widest part of my body. I moved it 20-25 cm down. The sewing itself was super easy. I made to small seam allowance for the neckline, so I couldn't make a tunnel to put the elastic inside. Instead I sewed the elastic underneath the top of the dress, with the zigzag stitch. In the waist I attached the elastic the same way, by sewing on top of the fabric. I was careful to gather the fabric more in the middle of the front and back and not much on the sides to avoid some additional kilos in the hips area. 

What's probably not too surprising, most work was with gathering the bottom parts - it's simply not the most exciting job that takes some time. The simplest way for me to gather fabric is to sew 2 parallel lines, with long straight stitch and very low upper thread tension (without sewing back and forth at the ends) and then take the ends of the threads on the bottom and pull to get nice and even gathering. It goes quite fast. And what is your gathering method?

The title of this post explains exactly what this dress is. Every single person that sees me in it, turns around :D And this is something that makes me feel attractive and sexy.

If someone wants to sew a striking and easy to sew dress, that could be a good opportunity. You just need a lot of fabric, some time and not too much sewing experience . What do you think about it? And would you wear it in public in the city? Because it seemed normal for me, but a lot of people was surprised :)

Yes, I also got crazy about the ruffle trend and off-shoulder solutions:)


Summary:


Sewing pattern: Burda 7/2014, #121
Size: 40
Fabric: thin cotton from IKEA
Other: elastic 7mm
Machines used: Elna 2800, overlock Singer 14SH754





















My tutaj gadu gadu o sukienkach, a tu już prawie połowa maja... To ja szybciutko nadchodzę z inspiracjami, czyli wszystkim tym, co zwróciło moją uwagę z ubiegłym miesiącu oraz tym, co mi w duszy grało. I bez zbędnego ględzenia, zapraszam!


  • serial "GIRLBOSS" na Netflixie o Sophi Amoruso, założycielce strony Nasty Gal. Serial lekki, przyjemny i momentami fajnie inspirujący. Mam nadzieję, że pojawi się drugi sezon (najlepiej szybko!)
  • program do zarządzania projektami ASANA - do tej pory żyłam w przekonaniu, że warto wiedzieć o jego istnieniu i wykorzystać w przypadku prowadzenia większych projektów z kilkorgiem ludzi. Natomiast ostatnio uznałam, że przetestuję, kiedy ilość rzeczy, którymi się zajmowałam tak się rozczłonkowała, że o połowie zapominałam. Po czym szybko zaczęło mi w niektórych projektach brakować kogoś, komu mogłabym delegować zadania i wciągnęłam męża. Teraz wszystkie domowo-rodzinne "projekty" (imprezy urodzinowe, remonty, większe porządki i reorganizacje itd) są tam, wrzucamy tam wszystko, o czym nam się przypomni i zaczęliśmy nad wszystkim panować. Niestety mąż też odkrył, że może mi delegować zadania...
  • PODCASTY - zainstalowałam Podcast Addict na telefonie, dołączyłam do grupy na fb "W ruchu słucham podcastów" i ... wpadłam. Póki co bardzo lubię podcasty "Po nitce Ariadny" i Pani Swojego Czasu, ale ciągle (głównie dzięki wspomnianej grupie i wyszukiwarce w Podcast Addict) poznaję nowe. Dzięki temu wszelkie nienawidzone przeze mnie aktywności (wieszanie i składanie prania, gotowanie, chodzenia na spacery) zyskały na atrakcyjności. Znalazłam też kilka podcastów modowo-krawieckich. Jak przesłucham, to może zrobię Wam zestawienie. Chcecie?

  • Papież Franciszek na konferencji Tedx - jeden z naprawdę nielicznych reprezentantów instytucji Kościoła Katolickiego, który głosi i żyje zasadami przyświecającymi tej religii. Bardzo warto go wysłuchać.
  • Polecam śledzenie instastory (na Instagramie) Fashionelki - ona tam często pokazuje, co i jak gotuje. Jest zdrowo, szybko i inspirująco.
  • Wszystkich, którzy myślą o własnej działalności zachęcam do przeczytaniu artykułu Asi z bloga StyleDigger: 10 niewygodnych prawd o kobiecych biznesach
  • W końcu zebrałam się i zakupiłam książkę "Finansowy ninja" i ją przejrzałam (nie przeczytałam od deski do deski - głównie dlatego, że to nie do końca były dla mnie nowe rzeczy). I zgadzam się ze wszystkim, co się o tej książce mówi. Każdy powinien przyswoić wiedzę w niej zawartą, żeby nie być analfabetą w świecie finansów. Ja, pomimo że uważam, że z zarządzaniem finansami radzę sobie dobrze, miałam kilka momentów, kiedy czułam się nieogarem i wpadałam w lekką depresję ;)
  • Internety blogowe w minionym miesiącu wygrała Jola z Szycie bez Metki ze swoim płaszczem z softshellu.
  • I na koniec trochę muzyki, która była "soundtrackiem" mojego kwietnia. 
    • Piosenka, którą włączałam, aby dodać sobie energii, to Podsiadło, Organek i O.S.T.R - "Wataha". Gdybym biegała, to na pewno znalazłaby się na mojej playliście do biegania. Ale nie biegam :)
    • Piosenka, którą się ciągle na nowo zachwycałam, to Janusz Radek - "Grande valse brillante" (w ogóle to, co ten koleś potrafi zrobić z głosem i jak interpretuje przepiękne, stare polskie piosenki, to mistrzostwo świata)
    • Posenka, którą radio ostatnio gra w kółko i też mi zaczęła grać w głowie: John Legend "All of Me"

A co Was ostatnio zachwyciło? Podzielcie się proszę w komentarzach. Bardzo poszukuję fajnych i lekkich seriali/filmów na Netflixie do oglądania dla relaksu. Podrzucicie coś?
I dajcie znać, co myślicie o moich znaleziskach.


a'la Dior ...no to pojechałam! Dior się w tej chwili w grobie przewraca. Ale co tam :) New Look Diora jest (chyba nie tylko) dla mnie jednym z ważniejszych wydarzeń w historii mody współczesnej. Baaardzo mnie inspiruje. A sukienka w stylu Diora chodziła za mną od dawien dawna. Zwłaszcza od kiedy kupiłam tę mięsistą tkaninę w kwiaty.

Z tkaniną było tak: kupiłam ją w Outlecie Tkanin w Warszawie. Dziewczyny mają tam wieszaki z różnymi kawałkami tkanin wszelakich o różnych wielkościach. I ja tę właśnie złapałam w swoim szale zakupowym, bez sprawdzania, ile tam tego jest. Było to złożone w kostkę, zajmowało dużo miejsca, to jakoś podświadomie założyłam, że jest dużo. Początkowo chciałam z niej sukienkę dla siebie. Ale potrzeba chwili (o niej za chwilę) zadecydowała, że padło na kieckę Hani. I już widziałam to koło z kontrafałdami do połowy łydki. Jakie było moje zdziwienie/rozczarowanie, kiedy rozłożyłam materiał na stole. Na metce było 0,7 x 1,5 m. Plus ogony, które (dzięki Bogu) nie były odcięte. Koło poszło się rypać. Razem z kontrafałdami. Ale ponieważ ja nie lubię się poddawać, padło na zmarszczony prostokąt z całej szerokości materiału (za to nie zrezygnowałam z długości do połowy łydki). Nieodcięte ogony wystarczyły idealnie na wycięcie góry z rękawkami.

A dlaczego w ogóle szyłam tę sukienkę. Moje dziewczyny wyrabiają normę spotkań towarzyskich za całą naszą rodzinę na lata w przód - czyli co chwila chodzą na imprezy urodzinowe do innych dzieci z przedszkola. I Hania wszystkie zaliczała w swojej jedynej (jej zdaniem) sukience, która się do tego nadawała - czyli tej ze świąt. I postanowiłam skorzystać z chwili wolnego czasu i zrobić jej niespodziankę, szyjąc kolejną. Niespodzianka się udała. A komentarz Hani zwalił mnie z nóg: "Mama, bo ja się martwiłam, że jak pójdę do Liny w tej samej sukience, w której byłam u Martine, to dziewczynki powiedzą <<ale ty już w tym byłaś!>>. A teraz tego nie powiedzą, tylko umrą z zazdrości". Tak, wychowuję potwora :)

Ponieważ decyzja o szyciu została podjęta w ostatniej chwili, nie przyszalałam z fasonem. Na górę wykorzystałam ten sam wykrój, co w przypadku sukienki z różami, czyli Burda 2/2002, #142. Bez żadnych modyfikacji. A dół to, jak już wspomniałam, zmarszczony prostokąt. Z marszczeniem się namordowałam, bo przez mięsistość i grubość materiału, marszczenie szło jak po grudzie (po czym gdzieś w połowie nitka pękała), więc zmarszczyłam po prostu na oko przypinając szpilkami podczas zszywania z górą. Góra sukienki jest na podszewce, ale na dół uznałam, że to bez sensu. Sukienka jest zapinana na plecach krytym zamkiem.

No i tyle. Fajnie jest realizować różne dziwne pomysły dla dzieci - bo one tak, jak modelki, we wszystkim dobrze wyglądają. Jakbym sobie machnęła kiecuchę o długości 3/4 i do tego marszczoną w pasie, to mielibyśmy tu wielką (w dosłownym tego słowa znaczeniu) katastrofę :D

English:
a'la Dior... I know, Christian Dior would think one, fat "WTF?!". But anyway :) Dior's New Look is (not only) for me one of the most important trends in the modern fashion history. It inspires me very much. And Dior's style dress idea was in my head for a long time. Especially since I bought that fabric.

With the fabric it was an interesting story. I bought it in Outlet Tkanin in Warsaw. In this shop there is the whole section of all kinds of bigger and smaller leftovers. And this fabric was in this stash. I grabbed it quickly without noticing how much was there (you know how it works when you see a lot of fabrics and want to buy them ALL?!). It was folded, took quite a bit of space, so my assumption was that there was a lot. At the beginning I wanted to make a dress for myself out of it, but the need came (will tell you about it later) and decided to use it for a dress for Hania. I imagined a dress with circle skirt and pleats, 3/4 length. So when I put the fabric on the table, I went through a bit of a disappointment. On the tag it was written that there was 0,7 x 1,5 m (fortunately with some uncut pieces additionally). So I said goodbye to the circle. And pleats. But I don't like giving up, so I continued with the project - just instead of circle I made gathered rectangle. But the length 3/4 stayed as it was planned :) The uncut tales of the fabric were enough for the bodes with sleeves.

But why I was sewing this dress. My girls recently go from birthday party to birthday party (having enough social life for all of us for another number of years). And all the parties Hania was going to, she was wearing the dress from Christmas (the only one that according to her was good enough). So when she got another birthday invitation, I decided to make a surprise and sew her one more dress. The surprise was successful. But Hania's comment was the best: "Mummy, I was worried that when I go to Lina's party in the same dress as to Martine's party, the girls would say <<you are wearing the same dress as last time!>>. And now they won't say that, they will just die of envy." - Yes, I created a monster ;)

Since the decision about sewing was made in the last moment, I didn't want to play around with sewing patterns. For the top I used the same pattern as for the Christmas dress, without any modifications (Burda 2/2002, #142). And the bottom is, as mentioned, just a gathered rectangle. The gathering although was tricky. Since the fabric is very thick, when gathering on the seams, the thread was breaking. So I just pinned the skirt more or less accurately to the top and sewed it together. The top of the dress is lined, but I figured that the lining was unnecessary on the bottom. The dress has an invisible zipper on the back.

And here it is. It's fun to make our ideas come true for kids, because they (just like models) look good in anything. If I made a dress 3/4 length with gathered skirt for myself, we would have a huge (literally) catastrophe here :)


















Tego słońca, tego ciepła już od dłuższego czasu wyglądam jak kania dżdżu. No i nareszcie jest! Nie wiem, jak Wy, ale ja rzadko mam pomysły i wenę na zimowe wdzianka, za to latem wybucham jak wulkan pomysłami. A co jest latem najistotniejsze? Oczywiście sukienki! Mam ich już pół szafy (ciekawe, kiedy mąż się zorientuje, że moje letnie sukienki zajęły w szafie miejsce jego koszul i garniturów), ale potrzebuję (ekhm... chcę) więcej! No i jak się umie szyć, a na półkach zgromadziło się niemałą kolekcję tkanin, tę potrzebę (...to chcenie) można dość łatwo zrealizować.

Zachęcona bardzo udanym eksperymentem z odkrytymi ramionami przy bluzce, postanowiłam kontynuować drogę w te rejony. Tym razem wybór padł na wykrój z Burdy (Szycie krok po kroku 1/2016, #4 - wariacja pomiędzy wykrojem B, C i własną inwencją). Z moją sylwetką za bardzo nie mogę sobie pozwalać na marszczenia w pasie. Dlatego zamiast zmarszczonego prostokąta, zdecydowałam się na fragment koła z wykroju C. I dalej, zamiast gumki w pasie, dopasowałam ją i wszyłam krótki zamek w szew boczny. Tym sposobem nie pogrubiłam się za mocno :D

Dekolt i pachy wykończyłam paskami cienkiej dzianiny wiskozowej, natomiast dół rękawów i spódnicy moim ulubionym sposobem na wykańczanie spódnic z koła - lamówką ze skosu w kontrastowym kolorze.

W wykroju "kupiły mnie" zarówno odkryte ramiona, jak i falbany na rękawach dodające uroku, oraz piękny dekolt. Ale mimo wszystko, dopóki nie uszyłam i nie przymierzyłam już skończonej sukienki, nie byłam przekonana do końca do fasonu. Zwłaszcza do długości (proponowaną długość z modelu 4C trochę przedłużyłam, ale jak na moje standardy to dalej podpadało pod kategorię "mini"). No ale w lato czasem lubię mieć coś krótszego, żeby opalić nogi nad kolanami. Więc się przemogłam. A jako, że nie byłam przekonana do fasonu, przeznaczyłam na szycie bawełnę satynową leżącą u mnie od 100 lat, na którą nie mogłam znaleźć pomysłu.

Ostatecznie uważam eksperyment za udany i tak sobie myślę, że może uszyć jeszcze jedną - ale w bardziej jednolitym kolorze i maksi. Co myślicie?

Podsumowanie:


Wykrój: Burda szycie krok po kroku 1/2016, #4 (B&C)
Rozmiar: 40
Materiał: bawełna satynowa
Dodatki: zamek kryty 35 cm, paski dzianiny wiskozowej na wykończenie ramion i dekoltu, lamówka bawełniana ze skosu
Użyte maszyny: Elna 2800, owerlok Singer 14SH754

English:
Oh, I've been so looking forward to this sun and warmth. And it's finally here! I don't know how about you, but I really have problems with winter ideas, but when the summer comes - I just explode with possibilities what to make. And what is the most important in the summer? Of course dresses! I have a lot in my closet (I wonder when my husband notices that my summer dresses just took over closet space meant for his shirts and suits), but I need (ekhm... want) more! And this is no problem when we can sew and have some fabric stash.

I really think that my blouse with open shoulders was a success. So I decided to stay in this area and make myself a dress this time with similar concept. I chose a pattern from Burda Easy 1/2016 (#4 - combination between B, C and my own). I can't have any gathering in the waist with my figure. So I resigned from gathered rectangle and chose a piece of circle meant for the pattern #4C. This version also was supposed to be gathered a bit on the elastic, but instead I added an invisible zipper in the side seam. This way I managed not to make myself fatter than I already am :D

The neckline and armholes I finished with stripes of viscose jersey. And the bottom of the skirt and sleeves are finished with my favorite method for finishing circle skirts - bias binding in contrasting color.

What I liked about this pattern were open shoulders, cool and girly flairs on the sleeves and the beautiful neckline. But until I finished sewing and wore the ready garment, I was unsure if that's something for me. I was the most worried about the length. I made it longer than the pattern suggested, but still I would classify it as "mini". On the other hand in the summer it's nice to wear something shorter to catch some sun on the legs above the knees. That's why I gave it a try. But since I wasn't sure about the idea, I chose to use satin cotton fabric that was laying in my stash forever and I had no idea for it. 

At the end I think the experiment turned out quite successful. I'm thinking to make one more like that, but this time maxi length. What do you think?

Summary:


Sewing pattern: Burda Easy 1/2016, #4 (B&C)
Size: 40
Fabric: satin cotton
Other: invisible zipper, stripes of white viscose jersey, bias binding
Machines used: Elna 2800, overlock Singer 14SH754





















OlderStories Home