Inspiracje marca


No i z kopyta rozpoczęliśmy nowy miesiąc, więc czas na kolejne inspiracje.
Jak już pisałam, sama u Was uwielbiam posty inspiracyjne. Przy obecnym zalewie informacji, bardzo łatwo jest nie dostrzec czegoś naprawdę fajnego. Więc zachęcam Was do dzielenia się swoimi znaleziskami zarówno tu pod postem, jak i pisania swoich inspiracyjnych artykułów (i podrzucania mi linków, proszę!). Ja się dzięki Wam rozwijam i mam nadzieję, że sama dostarczę Wam odrobiny ... czegoś nowego :)

No to teraz szybko do rzeczy. Oto moje INSPIRACJE MARCA 2017:


  • Wystąpienia na konferencjach TEDx - w te rejony wpędziła mnie Dominika swoimi inspiracjami na blogu Bębenek i stopka. I wiecie, jak Youtube działa - obejrzysz jedno, to zaraz poleca ci całą masę innych podobnych filmów. Tym sposobem trafiłam na niewiarygodne ilości śmieciowych wystąpień, a między nimi 2, które coś we mnie ruszyły (oba po angielsku i oba kobiece), które Wam bardzo polecam:
  • Nareszcie znalazłam sposób na aktywność fizyczną dla siebie i się jej trzymam. Kto tu jest kanapową bułą, która może i wie, że powinna ruszyć tyłek, ale po prostu nie może? Ja jeszcze niedawno byłam (teraz jestem nią w mniejszym stopniu!). Aż w końcu postanowiłam zabrać się do tematu z głową i: znaleźć aktywność, którą polubię/zaakceptuję, oraz znaleźć sposób na rzeczywiście ruszenie się. Przyznaję, że nie raz próbowałam już z różnymi treningami. Bardzo podziwiam Ewę Chodakowską za to, co robi i jak motywuję. Nawet kupiłam kilka jej płyt z treningami, ale ... no nienawidziłam ich z całego serca. Wtedy uznawałam, że to po prostu moje lenistwo (pewnie w części miałam rację). Ale ostatnio zastanowiłam się, jakie typy ruchu mi nie przeszkadzają i za pomocą google znalazłam Tiffany Rothe i jej treningi. Uwielbiam ją! Bardzo odpowiada mi jej osobowość i krótkie treningi, gdzie kręcę sobie tyłkiem, a mięśnie pracują. Składam sobie po 3-4 takie treningi razem i je wykonuję. Nie nudzi mi się też w trakcie (koniec ćwiczeń zazwyczaj dopada mnie z zaskoczenia).
    Treningi zaplanowałam sobie na wszystkie dni powszednie RANO. Wieczorem nie ma bata, nie zmuszę się. A teraz wstaję 30 min wcześniej niż wstawałam, zarzucam ubranie na strój sportowy, szykuję śniadanie dla dziewczyn do pudełek, zawożę je do przedszkola i wracam na trening. Dzięki temu poranki ładują mnie energią (to nie jest ściema!), wszystko zdążam zrobić w czasie, w jakim wcześniej zbierałam siebie i dziewczyny i ... jestem z siebie dumna. Polecam :)

  • Kupiłam SPIRALIZER - czyli takie urządzenie do robienia makaranu z warzyw. Nigdy nie lubiłam warzyw, a chciałam wkomponować ich więcej do swojej diety. Uznałam, że jest to jakiś pomysł, ale nie spodziewałam, że pokocham go aż tak bardzo! Ze zwykłych makaranów już prawie zrezygnowaliśmy, a makaron z cukini z sosem pomidorowym i pulpecikami z ciecierzycą stał się naszym ulubionym daniem. Nawet dziewczynki jedzą...

  • A teraz odrobinę o makijażu. Nareszcie znalazłam podkład idealny - czyli niezbyt ciężki, ale kryjący wszelkie "niedoskonałości" (uwielbiam to określenie ;) ). Jest to Catrice HD Liquid Coverage. Dobrze się nakłada i właściwie w ogóle się nie ściera w ciągu dnia. A do tego znalazłam pomadki, dzięki którym dużą chętniej maluję usta, bo się trzymają i nie trzeba ich poprawiać co godzinę, a do tego nie wysuszają ust - K-Lips z Lovely. Trochę wkurzające, że są tak chamsko "inspirowane" bardzo popularnym produktem, ale załóżmy, że bronią się jakością.

  • Jak macie Netflix, to polecam obejrzenie "Jeremy Scott: The people's designer". A jak nie macie Netflixa, to morzecie rozważyć jego posiadanie - ja się już w ogóle z telewizji na Netflixa przerzuciłam. A co do Jeremy'ego. Jest to film dokumentalny, bardzo ciekawy ze względu na osobę projektanta, ale i pokazujący, jak bardzo świat mody jest gniazdem żmij ;) Nie jestem fanką stylu, w jakim ten film został nakręcony (dla mnie trochę zbyt łzawy), ale warto obejrzeć dla historii tam opowiedzianej.

  • A na deser blog. Szyciowy. I modowy. Czyli REDHAIREDDRESSMAKER. Sylwia ma niesamowite pomysły, świetnie interpretuje trendy i jest dla mnie kopalnią inspiracji (i powodem do zazdrości - ale to przemilczmy). Jak nie znacie, to poznajcie. A jak znacie, to pewnie wiecie, o czym mówię :)

No i tyle. Nic o szyciu. Nic o książkach (mam rozpoczętych kilka przy łóżku i jak w końcu dokończę chociaż jedną, to się może coś pojawi). Niewiele o modzie. Ale przedstawiam tylko to, co mnie zachwyciło, więc jest, ile jest.

A teraz Wasza kolej! Podzielcie się swoimi znaleziskami :)

Poprzednią edycję inspiracji znajdziecie TUTAJ.
NewerStories OlderStories Home