a'la Dior



a'la Dior ...no to pojechałam! Dior się w tej chwili w grobie przewraca. Ale co tam :) New Look Diora jest (chyba nie tylko) dla mnie jednym z ważniejszych wydarzeń w historii mody współczesnej. Baaardzo mnie inspiruje. A sukienka w stylu Diora chodziła za mną od dawien dawna. Zwłaszcza od kiedy kupiłam tę mięsistą tkaninę w kwiaty.

Z tkaniną było tak: kupiłam ją w Outlecie Tkanin w Warszawie. Dziewczyny mają tam wieszaki z różnymi kawałkami tkanin wszelakich o różnych wielkościach. I ja tę właśnie złapałam w swoim szale zakupowym, bez sprawdzania, ile tam tego jest. Było to złożone w kostkę, zajmowało dużo miejsca, to jakoś podświadomie założyłam, że jest dużo. Początkowo chciałam z niej sukienkę dla siebie. Ale potrzeba chwili (o niej za chwilę) zadecydowała, że padło na kieckę Hani. I już widziałam to koło z kontrafałdami do połowy łydki. Jakie było moje zdziwienie/rozczarowanie, kiedy rozłożyłam materiał na stole. Na metce było 0,7 x 1,5 m. Plus ogony, które (dzięki Bogu) nie były odcięte. Koło poszło się rypać. Razem z kontrafałdami. Ale ponieważ ja nie lubię się poddawać, padło na zmarszczony prostokąt z całej szerokości materiału (za to nie zrezygnowałam z długości do połowy łydki). Nieodcięte ogony wystarczyły idealnie na wycięcie góry z rękawkami.

A dlaczego w ogóle szyłam tę sukienkę. Moje dziewczyny wyrabiają normę spotkań towarzyskich za całą naszą rodzinę na lata w przód - czyli co chwila chodzą na imprezy urodzinowe do innych dzieci z przedszkola. I Hania wszystkie zaliczała w swojej jedynej (jej zdaniem) sukience, która się do tego nadawała - czyli tej ze świąt. I postanowiłam skorzystać z chwili wolnego czasu i zrobić jej niespodziankę, szyjąc kolejną. Niespodzianka się udała. A komentarz Hani zwalił mnie z nóg: "Mama, bo ja się martwiłam, że jak pójdę do Liny w tej samej sukience, w której byłam u Martine, to dziewczynki powiedzą <<ale ty już w tym byłaś!>>. A teraz tego nie powiedzą, tylko umrą z zazdrości". Tak, wychowuję potwora :)

Ponieważ decyzja o szyciu została podjęta w ostatniej chwili, nie przyszalałam z fasonem. Na górę wykorzystałam ten sam wykrój, co w przypadku sukienki z różami, czyli Burda 2/2002, #142. Bez żadnych modyfikacji. A dół to, jak już wspomniałam, zmarszczony prostokąt. Z marszczeniem się namordowałam, bo przez mięsistość i grubość materiału, marszczenie szło jak po grudzie (po czym gdzieś w połowie nitka pękała), więc zmarszczyłam po prostu na oko przypinając szpilkami podczas zszywania z górą. Góra sukienki jest na podszewce, ale na dół uznałam, że to bez sensu. Sukienka jest zapinana na plecach krytym zamkiem.

No i tyle. Fajnie jest realizować różne dziwne pomysły dla dzieci - bo one tak, jak modelki, we wszystkim dobrze wyglądają. Jakbym sobie machnęła kiecuchę o długości 3/4 i do tego marszczoną w pasie, to mielibyśmy tu wielką (w dosłownym tego słowa znaczeniu) katastrofę :D

English:
a'la Dior... I know, Christian Dior would think one, fat "WTF?!". But anyway :) Dior's New Look is (not only) for me one of the most important trends in the modern fashion history. It inspires me very much. And Dior's style dress idea was in my head for a long time. Especially since I bought that fabric.

With the fabric it was an interesting story. I bought it in Outlet Tkanin in Warsaw. In this shop there is the whole section of all kinds of bigger and smaller leftovers. And this fabric was in this stash. I grabbed it quickly without noticing how much was there (you know how it works when you see a lot of fabrics and want to buy them ALL?!). It was folded, took quite a bit of space, so my assumption was that there was a lot. At the beginning I wanted to make a dress for myself out of it, but the need came (will tell you about it later) and decided to use it for a dress for Hania. I imagined a dress with circle skirt and pleats, 3/4 length. So when I put the fabric on the table, I went through a bit of a disappointment. On the tag it was written that there was 0,7 x 1,5 m (fortunately with some uncut pieces additionally). So I said goodbye to the circle. And pleats. But I don't like giving up, so I continued with the project - just instead of circle I made gathered rectangle. But the length 3/4 stayed as it was planned :) The uncut tales of the fabric were enough for the bodes with sleeves.

But why I was sewing this dress. My girls recently go from birthday party to birthday party (having enough social life for all of us for another number of years). And all the parties Hania was going to, she was wearing the dress from Christmas (the only one that according to her was good enough). So when she got another birthday invitation, I decided to make a surprise and sew her one more dress. The surprise was successful. But Hania's comment was the best: "Mummy, I was worried that when I go to Lina's party in the same dress as to Martine's party, the girls would say <<you are wearing the same dress as last time!>>. And now they won't say that, they will just die of envy." - Yes, I created a monster ;)

Since the decision about sewing was made in the last moment, I didn't want to play around with sewing patterns. For the top I used the same pattern as for the Christmas dress, without any modifications (Burda 2/2002, #142). And the bottom is, as mentioned, just a gathered rectangle. The gathering although was tricky. Since the fabric is very thick, when gathering on the seams, the thread was breaking. So I just pinned the skirt more or less accurately to the top and sewed it together. The top of the dress is lined, but I figured that the lining was unnecessary on the bottom. The dress has an invisible zipper on the back.

And here it is. It's fun to make our ideas come true for kids, because they (just like models) look good in anything. If I made a dress 3/4 length with gathered skirt for myself, we would have a huge (literally) catastrophe here :)

















NewerStories OlderStories Home